czwartek, 18 lipca 2013
Rozdział I
Puk...Plask...Puk...Plask..Puk...Puk...Puk...Plask... Khaleesi obudziło rytmiczne pukanie w okiennice. Uśmiechnęła się i odsłoniła zasłony. Reërth był zasłany mgłą. W ogrodzie służba odziana w beżowe płaszcze podcinała krzewy i pielęgnowała kwiaty. Dziewczynie nie podobała się pogoda, więc pstryknęła palcami, chcąc ją zmienić. Po kilku sekundach mrok się rozproszył i zobaczyła słońce, a w wyniku deszczu- tęczę. Zadowolona obróciła się na pięcię i gdy już miała otwierać szafę w poszukiwaniu sukienki, którą miała założyć, do komnaty weszła Amirà. Kobieta była pokojówką Daenerys od kilku miesięcy. Wilekoduszna dziewczyna uratowała ją z Targu Niewolników, miejsca którego szczerze nienawidziła. Dziś patrząc na jej ciemną twarz nie miała wątpliwości, że uczyniła dobrze.
-Dzień dobry Khaleesi. Jak ci się spało?-przywitała się.
-Dobrze, dziękuję. O widzę, że przyniosłaś ubranie z pralni- uśmiechnięta odebrała sukienkę z rąk Murzynki. -Hmm... Ten kolor mnie odraża- z obrzydzeniem spojrzała na musztardową tkaninę.
-Ojej przepraszam, może przyniosłam nie tą co trzeba- szepneła zawstydzona.
-Nie martw się, to na pewno ta. Tylko zmienimy barwę.- dodała z figlarnym uśmiechem.
-Co chcesz zrobić?- Amirá stała zaniepokojona.
-Expectum bluëmos- Daenerys wyszeptała zaklęcie i sukienka była natychmiast w kolorze morza.-Już. Mam coś dla ciebie, zaczekaj chwilkę.- dziewczyna podeszła do dużej szafy. Wyciągnęła z niej stos ubrań.
-Co to jest?- ciemnoskóra kobieta wpatrywała się w nią ze zdumieniem.
-Moja stara odzież. Proszę.- podała jej sporą kupkę.-Ostatnio nie chodzisz ubrana zbyt dobrze, a one są na mnie już za małe.
-Nie wiem jak ci dziękować...- Murzynka miała łzy w oczach.
-Nie musisz. Zaraz zejdę na śniadanie do Sali Jadalnej. Przekaż to Ravenie dobrze?
-Oczywiście. -powiedziała i wyszła.
Khaleesi ubrała się i spięła włosy. Założyła na palec pierścień, który otrzymała kiedyś na urodziny od Aryi i wyszła z komnaty zamykając ja na klucz. Szła długim korytarzem. Na ścianach wisiały różne obrazy, ale najczęściej przedstawiały władców Hyleesiä. Jej uwagę przykuł jeden z nich. Przsdstwial on kobietę z długimi, czarnymi i roztrzepanymi włosami, uśmiechającą się złowieszczo. Daenerys patrzyła na niego dokładnie i długo, bo nie przypominała sobie, żeby wcześniej się tu znajdował. Szukała jakiegoś podpisu, cokolwiek co mogłoby jej podpowiedzieć jak nazywa się ta osoba. W prawym, dolnym rogu ujrzała, że ktoś napisał czerwonym atramentem Helen. Dotknęła podpisu i zdziwiona spostrzegła, że zostawił on ślad na jej palcu. Był mokry. Powąchała go i zorientowała się, że to krew. Przestraszona pobiegła do schodów, wyszeptała zaklęcie, które pozwoliłoby jej latać i skierowała się w stronę sali, w której odbywało sie śniadanie. Nie zauważyła, że Helen posłała jej szyderczy uśmiech...
***
Dziewczyna weszła do Sali Jadalnej. Zdziwiona ujrzała Neda, który jadł udko kurczaka. Siedział na miejscu dla honorowych gości. Widząc ją wstał i ukłonił się.
Khaleesi rzuciła mu się na szyję.
-Gdzie jest Neal?-zapytała
-Już nie Neal tylko Jon- zaśmiał się-Tak się kazał nazywać w każdym razie.-wytłumaczył się szybko.
-Witaj piękna Daenerys Targaryen.-ktoś złapał ją w pasie.
Ujrzała Jona. Jego oczy śmiały się do niej, a kędzierzawe włosy opadały na twarz.
Przystojny mężczyzna wręczył jej czarną różę, którą wpiął kobiecie za ucho.
-Nie znowu taka piękna. Nie przesadzaj.-zaśmiała się i przytuliła go.
-Co to jest?-chwycił jej dłoń, na której widniała czerwona pręga, utworzona aż od serdecznego palca do nadgarstka.
-Nic takiego.-odparła zdumiona, bo jej wcześniej nie dostrzegła i szybko wyrwała ją z uścisku.
-Długo to jeszcze potrwa?-zapytała Ravena.
Twarz miała skrzywioną, jej palec rytmicznie postukiwały w blat stołu. Była ubrana w suknię koloru starego złota, włosy miała splecione w warkocze, na których znajdowała sie czarna korona. Na szyję opadał długi naszynik. Wyglądała dumnie i pięknie.
-Co was do sprowadziło do Reërth?-dziewczyna zapytała siadając na swoim fotelu.
-Mamy coś do załatwienia. Ale będziemy niestety tylko tutaj nocować. Będziemy bardzo zajęci.-odpowiedział Ned.
-Szkoda-mruknęła smarując chleb truskawkową konfiturą.
-Niedługo Igrzyska Niewolników, więc trzeba udać się tam gdzie nimi handlują. W tamtym roku był Vern, więc w tym wypada na Khaleesi. Będą ci towarzyszyć Amirá i Doran.-oznajmiła znienacka królowa.
Dziewczyna zakrztusiła się. Pociągnęła łyk herbaty z filiżanki. Spojrzała najpierw na Verna, później na Ravenę, a na końcu na Dorana, jej doradcę.
-Nigdzie nie jadę. Tymbardziej na Targ Niewolników-uderzyła pięścią w stół.
-Uspokój się moja panno!-krzyknęła władczyni, rozbijając przy tym czajnik z herbatą, który był na szczęście pusty-Jedziesz ty i koniec kropka.
-A ty?! Czemu ty nigdy tam nie byłaś?! W tym okropnym miejscu, pełnym smutku, głodu i śmierci?! Dlaczego nigdy nie jedziesz na bazar po sprawunki? Bo się boisz ludzi i ich opinii. Boisz się żebraków na ulicach, bo wiesz, ze im nic nie dasz, bo wolisz zostawić to dla siebie. Nie chcesz patrzeć na ludzkie cierpienie, bo nigdy go nie doświadczyłaś, więc nie wiesz co ono znaczy!-krzyknęła wściekła Daenerys.
-Nie obchodzą mnie inni. Ważne, że ja na razie rządzę Reërth, a po mnie władzę obejmie Vern. Nie ty fałszywa małpo!-syknęła i wbiła swój długi paznokieć w jeszcze świeże serce słowika, po czym włożyła je do buzi.
-Nie jestem małpą! Jak ty śmiesz?!- dziewczyna miała łzy w oczach.
-Śmiem. Konie będą przyszykowane o godzinie 15 przed główną bramą.-oznajmiła.
-Idę do pokoju. Tam możecie mnie znaleźć.-wstała i wyszła.
Zamiast jednak do swojej komnaty poszła do biblioteki. Pomieszczenie te znajdowało się na poddaszu zamku i było najbardziej oświetlone. Khaleesi zamierzała sięgnąć po drabinę, gdy nagle ktoś wszedł. Był to Jon. Podszedł do niej i złapał za rękę.
-Masz mi to wytłumaczyć. Nie chcę żeby stała ci się krzywda, jasne?-wskazał oczami na pręgę.
-Dobrze.-westchnęła-Opowiem ci o wszystkim jak wrócę z Targu Niewolników.
-Mam coś dla ciebie.- wyjął szklaną szkatułkę z kieszeni.
-Żadnych prezentów nie przyjmuję-uśmiechnęła się.
-To bransoletka mojej matki. Postanowiłem, że dam ci część jej biżuterii, bo widzę jak ojciec cierpi przypominając sobie dawne dni.-wręczył jej wężową bransoletkę.
-Dziękuję. Jest śliczna...-zarumieniła się.
-Przepraszam nie mogę teraz rozmawiać, ale cieszę się, ze ci sie podoba.-dał jej buziaka w policzkek i wyszedł pośpiesznie.
Kobieta zapakowała do malutkiego pudełeczka podarek i włożyła do fałd sukienki.
Weszła na drabinę, aby poszukać ciekawych książek. Nagle jej uwagę przykuła gruba księga z brązowym grzbietem. Pogładziła ją palcem-była obszyta skórą. Wyjęła ją. Na okładce zobaczyła złotego smoka. Wyglądał jak żywy.
"Ciekawe co kryje zawartość"-pomyślała. Otworzyła ją i ze zdumieniem spostrzegła, że kartki są puste. Wyszeptała: "Ecpendio" i znienacka litery zaczęły się tworzyć w zdania, a ilustracje nabierały kolorów. Pismo było jakby...odręczne.
"Do kogo ona należy?"-zastanawiała się. Nagle na stronie tytułowej został napisany jeden, krótki wyraz: HELEN. Daenerys zamarła z przerażenia, a przed oczami zrobiło jej się ciemno.
-To nie może być prawda- szepnęła.
Pochłonęła ją rozpacz. Niestety, ale to była prawda. Pełna bólu, gorzkiego bólu i owiana tajemnicą.
niedziela, 14 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
Klejnoty Godności
Klejnoty Godności poszczególnych królestw :)
Airfull- szafir
Airfull- szafir
Watern'ice- rubin
Fireless- ametyst
Reërth- aleksandryt
Prolog
Prolog
Kraina zwana Hyleesiä posiadała cztery królestwa- Airfull, Watern'ice, Fireless i Reërth. Pierwszym rządził James- stary, poczciwy człowiek. Miał bardzo dobre serce i uwielbiał pomagać ludziom. Był zwany The Soft, ponieważ miał łagodny charakter. W drugim panował ród Cannisterów. Obecnie na tronie siedzieli Mary i Finn. Mieli dwie córki- Aryę i Lisę. Wychowywali jeszcze bratanka królowej Carola. W ich rodzinie panował zawsze ciepły nastrój. Byli waleczni, odważni oraz pełni poświęcenia. Arya wolała być wojowniczką niż damą, w przeciwieństwie do swojej siostry. Trzecie królestwo posiadało najlepiej wyszkolone wojsko. Rządził nim król Ned ze swoim synem Nealem. Panowała tam wiecznie wiosna, a ziemie te były znane z jedynego wulkanu w całej krainie- Sërbyii. Tam zostały wykute Klejnoty Godności każdego królestwa. Bez nich by ono upadło. W Reërth panowała Mroczna Pani- Ravena. Piękna, ale i złowroga zasiadała na tronie największego z królestw Hyleesiä-i. Miała brata Verna- przystojnego i sprytnego młodzieńca. Wychowywała jeszcze Daenerys zwaną Khaleesi. Ta piękna dziewczyna nie była ani trochę podobna w charakterze do królowej. Nie mogła patrzeć na ból i ludzkie cierpienie, którego nie brakowało na ulicach imperium. Często jeździła na miasto z Vernem po sprawunki. Po drodze napotykali żebrającyh wieśniakow. Khaleesi dawała im zazwyczaj suszone płaty mięsa i bochny chleba. Nie umieli oni się posługiwać zaklęciami i magią, co potrafiły czynić zamożniejsze osoby. Rola Daenerys nie miała z pozoru żadnego znaczenia, ale niebawem przybierze ona na wadze...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
